System dyrektorski czy koleżeński

Bycie szefem jest dla wielu osób marzeniem życia, ale niewielu to się udaje zrealizować. Jednakże ta niewielka część ma przed sobą trudną rolę jako szefa zespołu złożonego z ludzi, z których każdy tak naprawdę jest inny i trzeba każdego traktować indywidualnie. Niedawno w księgarniach ukazała się książka pewnej biznesmenki, która stała się szefową w wieku czterdziestu lat w firmie, w której pracowała od zawsze. Wielu z teraz jej podwładnych znała jeszcze z czasów jak sama była szeregowym pracownikiem. Od pierwszego dnia zajęcia stanowiska, miała poważny dylemat. Dotyczył on stylu zarządzania firmą i kontaktów między nią a załogą. Były dwie opcje do wyboru. Albo system dyrektorski, w którym przechodzi się z mówienia po imieniu na używanie oficjalnych reguł, albo system koleżeński, w którym nadal ważne są dawne znajomości i panuje koleżeńska atmosfera. Autorka książki tak naprawdę nawet po dwudziestu latach rządzenia ze stołka dyrektorskiego nie jest w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Z jednej strony trzeba pokazać załodze, że jest się szefem, ale jednocześnie ważne jest aby nie popaść w skrajność. Podobnie ma się sprawa kiedy awansuje ktoś nam bliski. Z jednej strony musimy zachować dystans pomiędzy szczeblami w hierarchii, ale jakoś jest to nienaturalne, kiedy do brata, kuzyna czy wujka mówimy per panie prezesie. Takie dylematy są obecne wszędzie i pomimo długiego okresu ich istnienia, nadal trudno jest uzyskać dobrą odpowiedź. Zapewne trzeba zachować złoty środek, co jest bardzo trudne, czasami nawet niemożliwe.

[Total: 0    Average: 0/5]

Comments

comments

Both comments and pings are currently closed.